2010
maj
marzec
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec







Fuck. 2010-05-24 21:19:10

No, to jestem.

Zblazowało mnie zupełnie. Jak zrobić, żeby ...? Za dużo wszystkiego wokół się dzieje, ale na szczęście wraca słońce i codziennie można choć na pół godziny wyjść powdychać atmosferę Rynku. Choćby samemu. A co.

Mam ochotę kogoś zabić, mam ochotę płakać, mam ochotę iść ulicą i śpiewać, mam ochotę wylegiwać się w trawie i łapać promienie słońca, mam ochotę pobyć chwilę sam, mam ochotę się tulić i być głaskanym za uchem (jak kurwa pies).

Tylko jedna z tych chęci jest stała i niezmienna. Reszta przychodzi i odchodzi w zależności od dnia. Ale zawsze ten sam zestaw - nic nowego.

Szymon i spać.

skomentuj (0)

Ale ciężko... 2010-03-25 20:31:04

Ciężko, strasznie. Nieważne dlaczego, nieważne jak to rozwiązać - tak po prostu jest. A blog przestał być miejscem, gdzie można o tym pisać.

Osatatnio nie mogę sobie ułożyć niczego w głowie. Wiosna przyszła i pierdoli mi plany.

I tylko jedna myśl w głowie - wsiąść w samochód, muzyka na cały regulator i darcie mordy przez całą Polskę. A to już w przyszłym tygodniu.

Zmęczenie ostatnio straszne i chyba potrzebuję tych świąt.


skomentuj (0)

Raz, dwa, trzy... 2010-03-21 20:41:11

No i zajechały. Fanki chomikowe Patisona.

Kurwa, szok. Niepokalanie pokalane przez Edwarda. Kto wie o co chodzi, ten wie. A kto nie - trudno.

I picie. Za nie picie tracisz życie. No w piątek to apogeum. (dla K. w sobotę. do urwania filmu i randki z miednicą po raz pierwszy w życiu)

Podczas libacji meine noje frynd - Andzia - zaryła po mózgach tykstem roku.

- Moja siostra zdała dzisiaj prawo jazdy.
- Ooooo! I jak jej poszło? - Andżi na to.

Siad płaski na tyłek.

I uwaga, bo raz, dwa, trzy...

skomentuj (2)

10.10.10.10!!!! 2010-03-17 20:47:37

Rano sms: "Wieczorem wychodzimy."

Myślę sobie, że nie będę przypominał, że to już 10 miesięcy, przemilczę, zachowam się jakby tego dnia nie było, a skoro wieczorem wychodzimy, to może to ta upragniona randka...

Wychodzimy. Do galerii. Kupić K. buty i spodnie.

Randka, że niby.

Ale nie, że narzekam. Nie, nie, nie. Absolutnie! Miło wyjść, miło spędzić czas poza domem, komputerem, nałogowym ostatnio pokerem (no ba! nowy komputer kupił, to teraz już nie ma ograniczeń! a co! ole!). Oby częściej takie wyjścia.

Robi się ciepło, więc najlepsza wymówka: "zimno mi!" już nie zadziała.

I ciapek uruchomiony po trzech miesiącach :D

skomentuj (0)

Nietoperz. 2010-03-08 21:36:23

Jak się Gorzale zwiąże nogi szalikiem i zawiesi na belce pod antresolą, to jest nietoperz.

I był.

Nie poleciał.

Z okazji dnia kobiet - wszystkim, a w szczególności Gorzale - wszystkiego najlepszego.

skomentuj (1)

Laboga. 2010-03-06 10:47:16

Sobotni poranek.

Występują:
- kawa,
- bagietka z mozarellą, pomidorem i bazylią,
- komputerek,
- ja (w szlafroku z gracją zarzuconym na siebie).

Dżizas. Śniło mi się, że nie mogę ruszyć ręką. I rzeczywiście. Znaczy się tak ścierpła, że nie przyjmowała bodźców z mojego zaspanego mózgu. Owszem - kiedy ruszałem całym korpusem, to z gracją podskakiwała nad materacem, ale minęło chyba z 5 minut, zanim palce stwierdziły, że dość tej zabawy i koniec udawania paraliżu.

Ale po kolei. Bo na kartce mam spisane takie cosie, co to je miałem przelać do ęternetu, ale czasu i chęci mi brakło. Przede wszystkim zdolności lingwistyczne bezdomnych.

Stoimy i czekamy na zapiekankę przy okienku. Podchodzi jegomość. I tu dialog:
- Peszeperaszam, dewadzieścia ggggroszy - bo mi do wina brakuje.
- Je ne comprends pas - ze francuska do niego.
- Ekskjuzmiiii!!! EIN ZLOTY?

Kurde. Nawet menty wiedzą, że trzeba się cenić - ktoś wymaga znajomości języka - niech płaci. A co!

Szybkie przewinięcie taśmy i mamy wczoraj.

Odprowadziłem K. na dworzec. Już pomijam fakt, że wystarczy przed dworcem odpalić fajkę i nagle jak muchy do gówna zlatują bezdomni: "Dzień dobry Panowiee!" ... Zdecydowanie lepszy byłby, gdyby można było spokojnie zapalić. Ale luz.

Do rzeczy. Odprowadziłem K. na autobus, no to lecę do galerii po coś na kolacyję. W kasie stoję jako drugi, zadowolony, że zaraz będę w domku. I się zaczęło. No bo co za idiotka bierze na zakupy 32 zł, ładuje kosz do pełna, a później stoi z kasjerką i wybiera na co jej starczy? Kurwa mać.

W końcu wyszedłem z tego sklepu, jadę schodami w dół i widzę przed sobą grupkę pilotów samolotowych, w mundurkach i w ogóle - to się pouśmiecham, sobie myślę. I tak sobie prawda jadę, myślę i tak myślałem do momentu, kiedy dojechali na dół i się odwrócili. Ożesz kurwa w mordę. Nieeee, no to już teraz wiem, dlaczego niektórzy wybierają zawód pilota - bo się siedzi w zamkniętej kabinie, w powietrzu, gdzie nikt nie zajrzy przez okno i się nie wystraszy przypadkiem - i tak przez większość życia. Clooneya to żaden nie przypominał. Nawet jego torby żaden nie przypominał. Nawet jego podeszwy. Już więcej nie wpadnę na pomysł uśmiechania się do służb mundurowych. Nigdy.

Zachciało mi się wczoraj tańczyć. No to mały aperitif w domu (Wyborowa u nas w promocji, jakby ktoś pytał) i ruszamy w miasto. Że niby piątek, będzie spoko. Godzina 23.

Knajpa #1
W środku jakieś 10 osób, z czego dwie zbierają się do wyjścia, ale bramkarz twardo - wstęp 8 zyla i chuj.

Knajpa #2
Blondi, 180 cm, szpilki, pończochy na pasie, gorset, królicze uszy - "A państwo na osiemnastkę??" - solenizantka jak domniemam... NIEEE!

Knajpa #3
Yyyyy...

Knajpa #4
Yyyyy...

Knajpa #5
Ledwo słychać muzykę, podejrzanie pusto, ale parkietu nie widać, bo na dole. "Kurteczki do kolegi, do mnie 10 zł i zapraszamy"

Knajpa #6
4 osoby grają w pokera, DJ śpi na barze.

Domek
To może jeszcze drinka?

Spacer zaliczony.

I po zawodach.

skomentuj (1)

Nareszcie :) 2010-01-30 12:00:39

Nareszcie weekend. I tak sobie wczoraj zacząłem marzyć o tym i tamtym... Stwierdziłem, że trzeba wziąć swoje życie w garść i zacząć coś robić. I zacząłem :) Takie drobne kroczki, ku dobremu. Dla wyższego celu, ma się rozumieć. Trzeba trochę więcej popracować, trochę bardziej się postarać i przede wszystkim - zacząć w końcu dążyć do rozwoju, a nie liczyć, że coś zrobi się samo. No to zaczynam. A co!

Przy okazji - wczorajszy pracowy dowcip dnia:

Trzy blondynki zginęły w wypadku samochodowym. Po śmierci stają przed bramą niebios. Święty Piotr wita je słowami:
- Możecie dostać się do nieba, jeśli odpowiecie na jedno proste pytanie religijne. Pytanie brzmi: co to jest Wielkanoc?
Pierwsza blondynka odpowiada:
- Wielkanoc to takie święto, kiedy odwiedzamy groby naszych bliskich.
- Źle! Odpowiada Święty Piotr. Nie przestąpisz bram królestwa niebieskiego, bezbożna ignorantko!
Odpowiada druga blondynka:
- Ja wiem! To takie święto, kiedy stroi się choinkę, śpiewa kolędy i rozdaje prezenty!
Święty Piotr załamany wali głową we wrota do niebios, a następnie patrzy z nadzieją na trzecią blondynkę.
Ostatnia blodnie uśmiecha się spokojnie i nawija:
- Wielkanoc to święto zmartychwstania Jezusa Chrystusa, który został ukrzyżowany przez Rzymian. Po tym, jak oddał życie za wszystkich ludzi, został pochowany w pobliskiej grocie, do której wejście zostało zamknięte
głazem. Trzeciego dnia Jezus zmartwychwstał.
- Świetnie! Wykrzykuje Święty Piotr, wystarczy, widzę, że znasz Pismo Święte!
Blondynka nawija śmiało dalej:
- ... zmartwychwstał i tak historia powtarza się co roku, Jezus w czasie Wielkanocy odsuwa głaz i wychodzi z groty, patrzy na swój cień i jeśli go zobaczy, to zima będzie sześć tygodni dłuższa.


Miłego weekendu :)

skomentuj (2)
Czytam
Słodko-Kwaśna
Czosnor
Zimna Suka
Iskra
Na bloga liczniki